Sylwestrowe wspomnienia

Jak się bawić to do białego rana. I właśnie o taką atmosferę w ten jedyny i niepowtarzalny wieczór sylwestrowy chodzi. Wiadomo ile nas jest tyle różnych pragnień płynie z serc naszych. Jednak jest coś, co zawsze łączy nawet pokolenia – to muzyka, to ruch, to radość, to zabawa. I tym razem jak mniemam nie zabrakło wytrwałych i choć czasem stopy wołały już przerwa to parkiet został rozgrzany do czerwoności. Co za ruch, brawo pierwszej parze – no jak to, kto???? Jeszcze macie wątpliwości. Poloneza czas zacząć Panie Sołtysie!!!

Czytaj dalej  »

Joannici

Powstanie zakonu. Zakon joannitów (zwanych też szpitalnikami, a od 1530 r. kawalerami maltańskimi), powstał jeszcze przed pierwszą krucjatą. Jego początki wiążą się ze szpitalem św. Jana Chrzciciela założonym przez mieszczan z włoskiego miasteczka Amalfi. Przy szpitalu szybko powstało nieformalne bractwo zakonne pod wodzą legendarnego Gerarda. W czasie pierwszej krucjaty szpital założony w Syrii okazał się bardzo przydatną instytucją, zaś istniejące przy nim bractwo przekształciło się pod wodzą Rajmunda de Puy w zakon rycerski, który w 1113 r. został oficjalnie zaakceptowany przez papieża Paschalisa II. Zakon joannitów miał od początku charakter międzynarodowy i przyjmowano do niego wszystkich szlachetnie urodzonych rycerzy katolickich bez względu na ich narodowość. Wilhelm z Tyru jako pierwszego patrona joannitów opisuje św. Jana Jałmużnika (św. Jan Jałmużnik w VI w. odrestaurował kościół pw. św. Jana Chrzciciela, nazywany od tej pory kościołem św. Jana Jałmużnika, a znajdujący się na terenie nadanym później joannitom). Źródła wskazują jednak, że patronem zakonu od początku był św. Jan Chrzciciel. Joannici w Polsce. Na ziemie polskie joannici zostali sprowadzeni przez księcia Henryka Sandomierskiego, który przed 1166 r. nadał im Zagość (woj. świętokrzyskie) z kilkoma wsiami. Najprężniej zakon rozwijał się na Śląsku, gdzie joannici, popierani przez biskupa wrocławskiego Zyrosława II (1170–98), założyli w latach 80. XII w. komandorie w Tyńcu nad Ślężą, Strzegomiu, Łosiowie, Piławie, Bardzie oraz w należących do nich Grobnikach k. Głubczyc, a później Makowie (1221).

Czytaj dalej  »

Korzenie bożonarodzeniowej szopki

Jaka jest historia samej szopki bożonarodzeniowej? Gdzie możemy szukać korzeni tego pięknego, świątecznego zwyczaju, ukazującego narodziny Syna Bożego?
Otóż korzeni szopki bożonarodzeniowej doszukać się możemy już w roku 330 n.e. Wtedy to właśnie cesarzowa Helena poleciła, by w znajdującej się w Betlejem grocie, wybudować marmurowy żłóbek, który miał upamiętniać narodziny Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Pomysł ten przypadł do gustu świętemu Hieronimowi i to właśnie w myśl jego pomysłu powzięto inscenizować narodzin Syna Bożego.
W kilka lat później, mniej więcej około 397 roku, grota wybudowana z polecenia cesarzowej Heleny przebudowana została na stajenkę, w której to umieszczone zostały rzeźby Świętej Rodziny oraz towarzyszących im pastuszków. Warto dodać, iż wrażenia naturalności ówczesnej szopce nadawały pasące się tuż obok, żywe zwierzęta. Tak przedstawiona szopka bożonarodzeniowa szybko zyskała na popularności. Za sprawą odwiedzających ją pielgrzymów, ten piękny zwyczaj szybko dotarł, aż do samego Rzymu, gdzie spotkał się z tak entuzjastycznym przyjęciem, iż podobną szopkę postanowiono ustawiać w bazylice Matki Bożej Większej, w której to, podczas nocy Wigilijnej, Mszę Święta celebrował sam ówczesny Papież. Niemniej za samego twórcę bożonarodzeniowej szopki powszechnie uznany jest święty Franciszek z Asyżu, który to poczynił istotne zmiany w kształcie dotychczasowej szopki wigilijnej.

Czytaj dalej  »

Bezinteresowność, wierność, przywiązanie, szacunek, dobroć…

Zawsze ogromne wzruszenie wywołuje we mnie film „Pora umierać”. Ilekroć do niego wracam czuję wciąż to samo. Nie smutek przed tym, co nie uniknione – śmierć, bo naiwnym jest sądzić, że ziemi jesteśmy przeznaczeni na wieki. Raczej żal za tymi, których kocham. Choć wierzę, że ten odcinek rozłąki jest tylko chwilą. Ból, płacz, niemoc – ciekawe, że te emocje silnie pokazane są w oczach wiernej psiny Filomeny. Czy nas już nie stać na przebłysk tych doświadczeń? Bez wątpienia, stać i to wciąż jednakowo mocno. Wszystko jednak zależy od tego, na co stawiamy w drugim człowieku. Niestety nadmierne parcie na to, co tu i teraz, często jawi się nam zasłoną, która serce ogranicza. Staję się wyrachowaniem, bezczelnym po trupach biegiem za tym, co i w nas przemija. To niestety zamyka na siłę tego, co wewnątrz. Dlatego myślę, że w filmie została zawarta, ta siła w wiernej psinie. Bezinteresowność, wierność, przywiązanie, szacunek, dobroć… to prawdziwie otwiera człowieka z mocą na właściwą sensu drogę. To gwarancja mojej i twojej wieczności. Tylko pytanie na koniec, czy pragnę uniesienia w Bogu? Czy spaść w bezdenną przepaść szatańskiej nicości?

Czytaj dalej  »

Za każdym razem zwycięża życie – Non Omnis Moriar

Jakie to niezwykłe wybija jedenasta, czas płynie. Wszechogarniająca cisza. I cisza ma wiele nam do powiedzenia. W ciszy lepiej słyszeć Boga, lepiej słyszeć siebie. Za każdym razem zwycięża życie. „Nie wszystek umieram…” Bo czym jest życie? To spotkanie, obecność – Boga, człowieka. Czy jesteśmy w stanie tak naprawdę rzetelnie ocenić ten jak bardzo drogocenny dar? Nie, nie powinniśmy oceniać, to nie nasze zadanie. Na tej drodze możemy niechcąco przegapić jego istotę. Możemy nie usłyszeć, do czego nas woła. Prawdą naszego życia jest Słowo, bez którego nic by się nie stało, co się stało. I Ono w pełni ukazuje nam drogę. Ono jest mapą naszej drogi. „Bóg sam wystarczy”. To nie fałszywa nuta, ale symfonia prowadząca nas w stronę prawdy o nas samych. Jeśli staramy się, choć w pewnej części za Nim podążać, nie wolno mam stać obojętnie wobec tych, co wokół nas. Samotni pośród tłumu umierają w wielkim cierpieniu, bez największego daru, daru miłości. Czasem potrzeba tak nie wiele, usłyszeć, by być słyszanym. Nie bać się, że miłość czasem boli! Ważnym jest to, że nie umiera. Pozostaje.

Czytaj dalej  »

Ks. kardynał Wyszyński: „zapukał strach do drzwi, otworzyła mu odwaga i nikogo tam nie było”

Pozwolę sobie od trudnej strony to rozważanie rozpocząć. Co ta za trud? Ile może znieść człowiek swego doświadczenia życia? No właśnie ile? Zapewne odpowiemy TRUDNO POWIEDZIEĆ. A ja powiem wcale nie!!! Przecież każdy z nas wie co lub kto jest fundamentem jego życia. Każdy wie co jest pokarmem jego codzienności. Każdy wie co jest istotą jego życia. Oczywiście możemy się czasem pogubić wśród reklam otaczającego nas świata i nie raz poważnie sie poparzyć lub jak kto woli przejechać. Ale czy nie jest słynną zasada lub myślą złotą „na błędach się uczymy”. Niestety jest jeden problem, by umiejętnie rozpoznać błąd trzeba wiedzieć co jest prawdą wokół mnie. Dla człowieka wiary tą kotwicą prawdy jest Chrystus, wystarczy posłuchać Jego wezwania „Ja Jestem Prawdą”. Ta prawda nie działa na zasadzie lustra, bo wiemy dziś jeszcze bardziej, że odbicie może kształtować na własne potrzeby – chirurgia, kosmetyka działa cuda. Tu prawdy trzeba szukać w Jego Sercu. Zakotwiczyć swoje życie w Jego Sercu, zatopić swoje troski w Jego Sercu i pozwolić, a to już jest pewna trudność za św. Pawłem wołać „żyję ja, lecz już nie ja, bo żyje we mnie Chrystus”. I tu zaczyna się przygoda na miarę skoku z bangee!!! Kto by się tego nie bał, ale warto podjąć to ryzyko dla życia, jego pełni. To ryzyko bez strat, a wręcz przeciwnie pomag kształtować nasz hart ducha, siłę życia, w trudnościah walczyć do końca, unosić ból jak atlas. Powiesz mżonki. Tak dpóki nie dasz się wciągnąć, porawać właśnie JEMU. To jak z drzewem, z domem, świątynią… bez dobrego fundamemtu wszystko runie. I na koniec klasyk ks. kardynał Wyszyński „zapukał strach do drzwi, otworzyła mu odwaga i nikogo tam nie było”.

Czytaj dalej  »

„Zrozum człowiecze człowieka, to i on Cię zrozumie”

Jej, jak to szybko leci!!! No oczywiście czas. A tyle się ostatnio zdarzyło. I Wielki Post, który był czasem bardzo intensywnym. Napewno dla mnie. Dlaczego? To urok bycia proboszczem, który posługuje w trzech kościołach. A to Drogi Krzyżowe, a to spowiedź, a to spotkania i w końcu ten najważniejszy czas budowanie ciemnic, Bożych grogów. Myślicie, że powiem: ufffffff. Bez cienia wątpliwości NIE!!!! Piękna ta droga, gdy życie kapłańskie nie toczy się, ale się spełnia. Tak spełnia, spala… Oczywiście nie celeśnie co po mnie widać, ale duchowo. I za to Bogu dziękuję. Kolejny pretekst do dziekowania to czas niezwykłych kanonizacji. Ile tu niezwykłych przeżyć duchowych. Dobrze gdy w takich momentach człowiek nie jest sam tylko we wspólnocie. Wspólnota to spójność odczuwania, to głębokie poczucie odpowiedzialności jeden za drugiego – trochę to brzmi jak Jan Paweł II – ale czy może być inaczej, ja też byłem świadkiem Jego niezwykłej drogi. U początku wyboru jeszcze nie rozumiałem, ale póżniej doświadczałem świadomie tej wielkości człowieka. Tak to jeszcze bardziej potwierdza moje przekonanie, że słowo człowiek to brzmi dumnie, gdy zatopiony zostaje w Bogu i jego miłosiernej miłości. Mam nadzieję, że nie będzie to kolejny chwilowy zryw, ale siła ta będzie nieść mnie, moje wspólnoty, Kościół, świat na skrzydłach wiary. Mam nadzieję, że w tym zrywie znowu zrozumiemy prawdę, którą usłyszłem od współbrata w seminarium: „zrozum człowiecze człowieka, to i on Cię zrozumie”. By takiego zrozumienia nigdy wśród nas nie zabrakło. Święci Janie Pawle i Janie XXIII – módlcie się za nami!!!!!!!!!

Czytaj dalej  »

„Kiedy Bóg na pierwszym miejscu, wtedy wszystko jest na swoim miejscu”.

To niezwykłe, kiedy spotyka się na swojej drodze człowieka. Niestety to wydarzenie zdaje się być coraz trudniejsze. Dlaczego??? Nie, nie będę narzekać, bo przecież to widać wyraźnie: coraz mniej czasu mamy dla siebie, zabiegani – choć czasem się ocieramy o innych to nie zwracamy na nich uwagi. Walka o pozycję, kasę, wygląd. I znów w ciągłym biegu. Czy zatem zatraciliśmy potrzebę bliskości, rozmowy, bycia w grupie? ABSOLUTNIE NIE!!! Czy zatem takie czasy? Uwielbiamy tę wymówkę. Największym w tym względzie wrogiem człowieka jest chciwość, zazdrość, nienawiść… To powoduje, że oddalamy się od siebie. Bo muszę mieć lepiej, więcej, wyżej stać. Na szczęście czasami pewne zdarzenia w życiu stawiają nas do pionu i trzeba wtedy przewartościować życie – SWOJE ŻYCIE. Wtedy bez lęku sięgajmy po sprawdzoną dewizę: „kiedy Bóg na pierwszym miejscu, wtedy wszystko jest na swoim miejscu”. Chyba nie muszę tłumaczyć czemu tak jest?! Życzę by czas wielkopostnego wpatrywania się w krzyż nie tylko umocnił wiarę naszą, ale nade wszystko dał nam kolejną szansę zwrócenia uwagi na tych co stoją obok nas, by ofiarować sobie to co najlepsze z Bożej nauki Krzyża: przebaczenie, miłość, szacunek, dobro…

Czytaj dalej  »

Słowo na Nowy Rok

I znów o rok jesteśmy starsi. Myslę, że warto to sobie uświadomić choćby z tego względu, że czas płynie. Co za nami? Wiele wspomnień, zdarzeń. Jednak nie warto oglądać się wstecz, tylko z nową nadzieją spojrzeć w przyszłość. Czy jednak jesteśmy na tyle silni by pozostawić za sobą to co minione? Warto zatem skorzystać z mądrości Chrystusa, który podpowiada, że „kto idzie z mną, a wstecz sie ogląda nie jest mnie godzien”. To nie jest przestroga wyplucia z ust imienia naszego, ale zachęta by wejść na Drogę, którą jest sam Chrystus. Na Drogę prawdy, przebaczenia, szacunku, zrozumienia, pochylenia się nad leżacymi, płaczu z płaczącymi… To droga tak ważnej w życiu naszym NADZIEI, która zawieść nie może. Trudna to droga, ale jedyna prowadząca ku ZBAWIENIU. Tylko tak poszczególne pokolenia mogą zacząć budować swoją teraźniejszość. I muszę się do czegoś przyznać, ja naprawdę wierzę, że POKÓJ jest możliwy.

Czytaj dalej  »

„Człowiek, który nie kocha Boga, nigdy nie będzie w stanie prawdziwie pokochać drugiego człowieka”

„Wracam do domu” – tak proste słowa a potrafią przekłuć ludzkie serce na wylot. Bo czym jest powrót? To spotkanie ludzi ze sobą. To potrzeba przebaczenia i powrotu do dialogu. To próba zrozumienia czym jest miłość, a gdy ona staje się trudna to otworzyć uszy na Jezusowe wezwanie „miłujcie nieprzyjaciół swoich”. To w końcu powrót do tego prawdziwego domu. Gdzie? „W domu Mego Ojca jest mieszkań wiele” i tam „zasiądziemy znów wszyscy do wspólnego stołu”. Czy można dostać więcej? Nie, bo w domu jest wszystko – uśmiech mamy, silna pomocna dłoń ojca, rodzinne ciepło, radość, że znów będziemy razem. I tu powraca to przejmujące pytanie Jezusa z Ewangelii „Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy powtórnie przyjdzie?” Mocne, ale szczere i prawdziwe. Szkoda tylko, że tak rzadko zaglądamy do naszego serca, bo łatwiej pytać o cudze niż o swoje. Na siłę zagłuszamy w sobie wszelkie odruchy dobra, a to z kolei prowadzi do zamknięcia się na Boga i w końcu na człowieka. Dlaczego akurat ta kolej? O. Daniel Galus: „Człowiek, który nie kocha Boga, nigdy nie będzie w stanie prawdziwie pokochać drugiego człowieka”. Chcemy wrócić do domu? Jest tylko jedna DRAOGA – DROGĄ powrotu jest drugi człowiek.

Czytaj dalej  »